seychelles-hike

Kiedy byłam dzieckiem wyjeżdżałam na każde wakacje do mojej babci, do Szwecji. Babcia mieszkała na południu tego pięknego kraju, piętnaście minut jazdy samochodem od morza. Często zabierała nas na plażę nad cieśniną Sund, która odziela Szwecję od Danii. Plaża ta była dość „dzika” jak na szwedzkie warunki. Na samym jej brzegu było tyle wodorostów, kłujących w stopy muszli i kamyków, iż tylko naprawdę odważni potrafili wejść z plaży prosto do morza. Jednakże, miejsce to miało ogromną zaletę – było puste. Wydawało się, że ta część wybrzeża należy tylko do nas. Co więcej, można było na tej plaży znaleźć sporo skarbów – od kamyków, muszli, biżuterii po listy w butelce. Z plaży wdzierał się w wodę mały pomost, na którego końcu znajdowała się drabinka. Po tej drabince schodziło się wprost do zimnej wody Bałtyku. Po takich kąpielach, na lunch, zjadaliśmy kanapki z żółtym serem i słoną, szwedzką margaryną. Danie to wydawało się wtedy najwyborniejsze na świecie. Jedząc patrzyliśmy na rysujący się na horyzoncie zamek Hamleta oraz na statki, które dumnie pokonywały cieśninę. Leżałam na gorącej plaży godzinami, słuchałam szumu fal i szelestu kołyszących się na wietrze wysokich traw. Doskonale pamiętam jak chłonęłam ciepło piasku całym ciałem, jak masowałam swoje stopy chodząc po kamykach. Oddychałam. Starałam się wchłonąć promienie słońca do wewnątrz, pozyskać tyle soli, minerałów i soczystego powietrza, aby starczyło mi tych zasobów na kolejny rok w Polsce. Nie miałam wtedy pojęcia o groundingu, medytacji, leczniczych oddechach i zaletach kąpieli w zimnej wodzie. Instynktownie jednak korzystałam z zasobów natury i codziennie stawałam się bardziej złota i zdrowsza. Posypana brokatem słońca, z naturalnymi, złotymi pasemkami we włosach, przeglądałam się w lustrze z uśmiechem. Przemierzałam kilometry tej plaży, brodząc stopami w zimnych falach, które muskały ją i przynosiły nowe dary. Pamiętam, że szukałam amuletów, talizmanów – muszli i kamyków najróżniejszych barw i kształtów. Zbierałam je, a poźniej zabierałam do domu, aby cieszyć się ich słoneczną energią. Babcia mawiała, że nawet wiatr opala, więc cieszyłam się ciepłem schowana w cieniu drzew i ładowałam baterie. Wiele razy powtarzałam, że pewnego dnia zamieszkam w ciepłym kraju, nad morzem. Nie miałam wtedy pojęcia o samospełniającej się przepowiedni i sile przyciągania, a jednak już wtedy wysyłałam swoją wiadomość do wszechświata.

When I was a child, I used to go to my grandmother to Sweden every summer. My grandmother lived in the south of this beautiful country, fifteen minutes by car from the sea. She often took us to the beach on the Öresund strait that separates Sweden from Denmark. This beach was quite „wild” as for Swedish conditions, there were so many seaweeds, stinging shells and pebbles that only the really brave person could walk from the beach straight into the sea. However, this place had a great advantage -it was empty. It seemed that this part of the coast belongs only to us. What’s more, you could find a lot of treasures on this beach – from pebbles, shells, jewelry to letter in a bottle. There was a little pier, at the end of which there was a ladder, using it you could enter the cold water of the Baltic Sea. After such baths, we ate sandwiches with cheese and salty swedish margarine for lunch. This dish seemed to be the most delicious in the world. As we ate, we looked at Hamlet’s castle looming on the horizon and at the ships proudly crossing the strait. I lay on the hot beach for hours, listening to the sound of waves and the rustle of tall grass swaying in the wind. I remember perfectly how I absorbed the warmth of the sand with my whole body, how I massaged my feet walking on pebbles. I was breathing. I tried to absorb the rays of the sun inside, to absorb enough salt, minerals and juicy air in me so I would have enough resources for another year in Poland. At that time, I had no idea about grounding, meditation, healing breaths and the benefits of swimming in cold water. Instinctively, I used nature’s resources and became golden, shinier and healthier every day. Sprinkled with the glitter of the sun, with natural golden highlights in my hair, I looked at myself in the mirror with a smile. I walked miles of this beach, wading my feet in the cold waves that caressed it and brought new gifts. I remember looking for amulets, talismans – shells and pebbles of various colours and shapes. I collected them and took them home to enjoy their solar energy. Grandma used to say that even the wind tans, so I enjoyed the warmth hidden in the shade of the trees and recharged the batteries. I have said many times that one day I would live in a warm country by the sea. I had no idea about self-fulfilling prophecy and the law of attraction, but I was already sending my message to the universe.

Pracując na jednym z jachtów na Lazurowym Wybrzeżu, codziennie, po pracy, udawałam się wprost na plażę. W szczycie sezonu ogromnej wprawy wymagało ode mnie znalezienie miejsca, gdzie można by było wcisnąć choć kawałek ręcznika. Zlana z tłumem, bez wstydu, rozbierałam się i wystawiałam na słońce, aby wyrównać swoją jakże komiczną, nierówną opaleniznę, którą nabyłam pracując na pokładzie w szortach i t-shircie. Każdego dnia podziwiałam ten słynny lazurowy kolor wybrzeża. Starałam się skąpać w jego inspirującym świetle i sama stać się inspiracją. Jest ono tak bardzo leczące ciało i duszę, iż powoli staje się uzależniające. Nic dziwnego, iż wspaniali artyści, zwłaszcza malarze, np. Picasso, osiedlali się tu na stałe, by podłączyć się do tego źródła inspiracji.

When working on one of the yachts in Côte d’Azur, every day, after work, I went straight to the beach. In the height of the season, it took me a lot of practice to find a place to put a piece of my towel there. Merged with the crowd, without shame, I undressed and exposed myself to the sun to even my comical tan that I had acquired working on deck in shorts and a t-shirt. Every day I admired this famous azure colour of the coast. I tried to bath in its inspiring light and become an inspiration myself. It is so healing for the body and soul that it becomes addictive. No wonder that great artists, especially painters, such as Picasso, settled here permanently to connect to this source of inspiration.

1., 2., 3. i 4. Antibes. Lazurowe Wybrzeże. Miłość od pierwszego wejrzenia. Miłość, która nigdy nie umiera. Za każdym razem, gdy tam powracam czuję się jeszcze bardziej zakochana. O Antibes jeszcze napiszę tak jak sobie na to zasłużyło. // 1., 2., 3. & 4. Antibes. Cote d’Azur. Love at first sight. Every time I go back there, I feel even more in love. I will write about Antibes as it deserves.

Gdy pewnego dnia spełniłam swoje marzenie i na pokładzie jednego z jachtów dotarłam na Karaiby, jasne jak słońce było dla mnie, iż muszę nacieszyć się tym miejscem do bólu. Takie rejsy zmieniają życie, a nawet osobowość. Niejednokrotnie widziałam swoich znajomych – marynarzy, którzy wracali z takich rejsów z innym błyskiem w oku, z zębem rekina na rzemyku, który zdobił ich szyję. Ja sama, właśnie tam zrozumiałam jak bardzo człowiekowi potrzebne są: kapelusz, klapki japonki i okulary przeciwsłoneczne. W cieniu palm kokosowych, nawadniana ich orzeźwiającym sokiem, czułam, że rosną mi skrzydła, a moja czakra serca wiruje szybciej niż zwykle. Pływałam tak często jakbym chciała się ponownie ochrzcić, ale tym razem inaczej. To właśnie tam, w porcie Antigua, kupiłam sobie w prezencie kamień o nazwie larimar. Zapłaciłam dolarami czarującej, młodej kobiecie, która swą artystyczną duszę wkładała w tworzoną przez siebie biżuterię. Była surferką, kochała ocean i energię jego fal, na których mogła kołysać się bez końca. Była piękną kobietą. Opalona, smukła, wyrzeźbiona przez codzienne bitwy z falami, zdawała się należeć bardziej do świata morskiego niż tego na lądzie. Na jej pięknej szyi, wisiał turkusowy medalion z larimaru. Przykuwał uwagę i namawiał niemym szeptem do zakupu podobnego. Nie mogłam się oprzeć, mimo, iż nie był tani. Powiedziała mi, że larimar dedykowany jest ludziom morza. Jego posiadanie sprawia, że morski świat staje się nam przychylny. Dzięki niemu można komunikować się z morskimi stworzeniami, nawet z tymi, które uznajemy za fikcyjne. Nie mogłam oprzeć się jej czarowi i opowieści. Dzisiaj zastanawiam się, czy nie była syreną, którą zdołałam ujrzeć i usłyszeć dzięki larimarowi, który ściskałam namiętnie w spoconej dłoni.

When one day I fulfilled my dream and onboard one of the yachts I reached the Caribbean, it was clear to me that I had to enjoy this place until it hurts. Such cruises change lives and even personality. More than once, I have seen my fellow seafarers returning from the ships, with a different twinkle in their eyes, with a shark tooth on their neck. Personally, Caribbean was the place where I understood how much a man needed a hat, pair of flip-flops and sunglasses. In the shade of the coconut trees, hydrated by their refreshing juice, I felt my wings growing and my heart chakra was spinning faster than usual. I swam as often as if I wanted to be baptized again, but this time differently. It was there, in the port of Antigua, where I bought the stone called Larimar as a gift for myself. I paid with dollars to a charming, young woman who put her artistic soul into the jewelry she made. She was a surfer, she loved the ocean and the energy of its waves, on which she could swing endlessly. She was a beautiful woman. Tanned, slender, sculpted by daily battles with the waves, she seemed to belong more to the sea than to the land. A turquoise larimar medallion hung around her beautiful neck. It attracted attention and persuaded in a mute whisper to buy a similar one. I couldn’t resist even though it wasn’t cheap. She told me that the larimar is dedicated to the people of the sea. It possession makes the sea world more friendly to us. Thanks to it you can communicate with the sea creatures, even those that we consider as fiction. I couldn’t resist her charm and storytelling. Today I wonder if she wasn’t the mermaid that I was able to see and hear thanks to the larimar that I clutched passionately in my sweaty hand.

Przeczytałam kiedyś, że przeprowadzka nad morze potrafi zwiększyć nasze poczucie dobrostanu o wiele bardziej niż znalezienie nowej i lepiej płatnej pracy. Badania pokazują, że ludzie, którzy mieszkają na wybrzeżu są szczęśliwsi, zdrowsi i wolniej się starzeją. Na własne oczy widzę to patrząc na moich teściów, którzy całe życie mieszkają na Seszelach. Trudno się dziwić. Czyste powietrze, naturalna witanina D, dieta oparta na owocach morza i tropikalnych owocach dodaje im wigoru. Okazuje się, że po raz kolejny intuicja mnie nie zawiodła. Ciągnęło mnie do wody od samego dzieciństwa. Zdarzyło mi się nawet uciekać kiedyś z domu z pontonem pod pachą. Plaża to jedne z niewielu miejsc na świecie po którym z reguły chodzi się boso. A to pozwala na podłączenie nas do energii ziemii. Takie podłączenie odpręża nas i relaksuje, leczy z traum i depresji. Szum i ruch fal potrafi wyłączyć nasze myśli na dłuższą chwilę. Osobiście doświadczyłam takiej nieplanowanej i intensywnej medytacji w Oceanie Indyjskim. Fale oceanu to wciągały mnie do swojej głębi, to wypychały na brzeg. Opatulona w ocean, skoncentrowana tylko na ruchu fal i tej znajomej ciszy, głęboko odpoczywałam.

I read once that moving to the seaside can increase our sense of well-being much more than finding a new and better paid job. Studies show that people who live on the coast are happier, healthier and age slower. I can see it with my own eyes looking at my in-laws – islanders who have lived in Seychelles all their lives. Clean air, natural vitamin D, a diet based on seafood and tropical fruit give them a lot of vigor. It turns out that, once again, my intuition didn’t disappoint me. I’ve been drawn to water since childhood. One time I even tried to run away from home with an inflatable dinghy under my arm. The beach is one of the few places in the world where you usually walk without shoes. And this allows us to connect to the energy of the earth. Such a connection relaxes us and heals us from the trauma and depression. The noise and movement of the waves can turn off our thoughts for a long time. Personally, I experienced such an unplanned and intense meditation in the Indian Ocean. The waves of the ocean pulled me into its depths, then pushed me to the shore. Wrapped in the ocean, focused only on the movement of the waves and that familiar silence, I rested so deeply.

1. Błękit, który leczy ciało i duszę. 2. Dieta „oceaniczna”. 3. Wspinaczka, a następnie stroma droga w dół wprost na pustą plażę. 4. Cel widoczny na horyzoncie, który dodaje zapału do drogi. // 1. Blue that heals body and soul. 2. „Ocean” diet. 3. Hike and then a steep road down straight to a deserted beach. 4. A goal in the horizon that encourages you to move forward.

Dziś, z tym samym larimarem na szyi, z trzyletnią córeczką, kroczę przez ulice stolicy Kataru i udaję się wprost na plażę. Całkiem przypadkiem trafiamy na taką, która okazuje się być kolorową, przytulną oazą. Ściągamy buty i deptamy po suchym, gorącym piasku. Uśmiechy od ucha do ucha. Jeszcze chwila i do wody. Jesteśmy tu i teraz. Czuję wiatr we włosach, słony posmak w ustach. Słońce opatula mnie. Czuję wdzięczność sercem, w centrum klatki piersiowej. To uczucie znaczy więcej niż tysiące notatników zapisanych powodami codziennej wdzięczności. Młodnieję, a może w ogóle staję się dzieckiem? Notuję piękne myśli w głowie. Pozwalam tej części natury być moim domem, w którym czuję się najlepiej. I wiem, że ona, z toną piasku we włosach, też.

Today, with the same larimar on my chest, with my three-year-old daughter, I walk through the streets of Qatar’s capital city and go straight to the beach. Quite by an accident we come across one that turns out to be a colourful, cozy oasis. We take off our shoes and step on the dry, hot sand. Smiles from ear to ear. Just a moment and we jump into the water. We are here and now. I feel the wind in my hair, the salty taste in my mouth. The sun embraced me. I feel gratitude with my heart, in the center of my chest. This feeling means more than thousands of notebooks filled with reasons of gratitude. Am I getting younger, or am I becoming a child? I have beautiful thoughts in my head. I let this part of the nature to be my home where I feel most comfortable. And I know that, she, with tons of sand in her hair, feels the same.

Córka wyspiarza. Jej także na plaży rosną skrzydła. // The daughter of the islander. Her wings grow on the beach too.
Uwielbiam to zdjęcie. Kolory morza w 3 odsłonach. // I adore this picture. The colours of the sea in 3 variations.

To był wspaniały dzień. // It was a great day.

#b12beachclubdoha #seychelles #antibes #caribbean

***