Mamy katarską zimę! Wreszcie da się wyjść na zewnątrz za dnia. W końcu można rozgościć się na restauracyjnym tarasie i zjeść nie mając wrażenia, że robi się to w saunie parowej. Nareszcie można wyjść pobiegać i nie zemdleć. Wciąż jest ciepło, nadal noszę klapki i sukienkę. Okazuje się, że na sweter jest jeszcze ciągle za ciepło. Nadal zamawiamy koktajle z lodem dla ochłody i pijemy mrożoną kawę, ale w kościach czujemy, że nastała katarska zima, którą porównać można do ciepłej, polskiej wiosny. Tutejsza zima będzie trwać niecałe 4 miesiące. W tym czasie musimy naładować swoje baterie słoneczne oraz uzupełnić braki witaminy D, by następnie stawić czoła 8 miesiącom katarskiego lata, które będzie serwowało nam 50-stopniowe upały i które spędzimy w klimatyzowanych pomieszczeniach. Jedyną wadą zimy w Katarze, jest „niska” temperatura wody morskiej. Otrząsa mnie na samą myśl o zanurzeniu ciała w wodzie, która ma tylko 23 stopnie Celsjusza (a nie 40), a to chyba oznacza, że już dobrze się tu zadomowiłam 😉