
Piszę ten post po całym dniu poszczenia. Dziwnie byłoby mi opuścić Katar, nie wiedząc jak to jest nie jeść przez cały dzień w czasie ramadanu. W zeszłym roku, w czasie mojej próby poszczenia, wytrzymałam tylko do godziny 15-tej, dochodząc do wniosku, że nie ma to żadnego sensu 😉 Człowiek się jednak zmienia. W tym roku spróbowałam ponownie. Pościłam lżej niż muzułmanie, ponieważ piłam wodę. I chociaż nie zamierzam przejść na Islam, bowiem mojemu sercu bliżej do filozofii buddyjskiej, robię ten eksperyment przypominając sobie słowa mojego ulubionego kapitana, z którym kiedyś pracowałam: „Don’t die stupid!”- co w jego ustach oznaczało, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego. W tym roku przyjęłam ramadan jakoś swobodniej, niż w poprzednich latach. Wcześniej irytował mnie fakt, że nigdzie na mieście nie mogę napić się kawy, nie mogę kupić dziecku loda, czy pączka. W tym roku, w ogóle nie zauważam, że coś się zmieniło. Chyba się już przyzwyczaiłam. Zamknięte kawiarnie wyglądają pusto i smutno, ale przecież jest to miesiąc oczyszczenia. Czy nam się to podoba czy nie, balans jest podstawą szczęśliwego życia. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować, by to coś ponownie docenić. Szanuję i podziwiam Katarczyków za tę umiejętność bycia w dyskomforcie przez cały miesiąc. To świetny trening ćwiczenia wdzięczności za to co się w życiu ma. Możliwość zdania sobie prawy z tego jak wiele już mamy i jak wiele z tych rzeczy dla innych wcale nie jest oczywistością. Wyobraźcie sobie jak smakuje daktyl i ciepła zielona herbata po zachodzie słońca, po całym dniu poszczenia. Po wdychaniu woni gulaszu, który gotowaliście na obiad dla swojej rodziny. Ja już wiem. Wy jeszcze możecie spróbować.
