corniche-qatar

Podążając za blaskiem słońca, opuściliśmy Stary Świat.

-KRZYSZTOF KOLUMB

Following the light of the sun, we left the Old World.

-CHRISTOPHER COLUMBUS

Dawno, dawno temu, przypłynęłam w te strony na ogromnym statku. Swoją podróż rozpoczęłam (mustrując na statku) w Wielkiej Brytanii, z której płynęliśmy do Maroka, następnie do Włoch. Aby dostać się statkiem na Bliski Wschód, skierowaliśmy się do bramy Kanału Sueskiego. Dumnie sterowałam statkiem przez ten wąski, wodny korytarz, ściskając w rękach ster i wykonując sumiennie wszystkie polecenia Pilota, a pot spływał mi ciurkiem po plecach z gorąca i stresu. Kontynuowaliśmy swą podróż do palącej słońcem Arabii Saudyjskiej, a następnie sunęliśmy po ciepłej wodzie Oceanu Indyjskiego do Azji Południowej, odwiedzając Indie i kończąc swą podróż w Pakistanie. Cała ta morska przygoda wzbogacona była prewencją przed piratami, którzy naprawdę nadal istnieją, choć nie noszą czarnych przepasek na oku i barwnych papug na ramieniu. Na czas naszej żeglugi po Oceanie Indyjskim, Bosman rozwinął drut kolczasty wokół naszego 270-metrowego kontenerowca. Raz nawet widziałam podpływającą do nas motorówkę, którą prowadził pirat rodem z filmu „Kapitan Phillips”. Uciekłam z otwartego pokładu, rozlewając sporą ilość farby, która służyła mi do odświeżania blasku czerwonych hydrantów. To właśnie na ciepłych wodach Oceanu Indyjskiego, odbywałam wachty na skrzydle statku nocą. Wiatr bezlitośnie plątał mi włosy, a ja wpatrywałam się w ocean i słuchałam dziwacznych odgłosów pracującego na falach statku i dzikiego wiatru, który raz krzyczał, a raz szeptał mi do ucha. Wiele razy odwracałam się mając wrażenie, że ktoś śpiewa tuż za moimi plecami. Czy wiecie jak na oceanie wyglądają spadające gwiazdy? Jak gdyby Stwórca zapalał zapałki, a następnie zrzucał je z kosmosu do wody. Rozświetlone mkną po niebie, by zgasnąć po dotknięciu oceanu. Z tej całej przygody na Bliskim Wschodzie i nieco dalej na wschód, pamiętam też, że było ekstremalnie gorąco, że nie dane nam było zejść na suchy ląd, że w którymś z portów wpadło mi coś do oka i musiałam poczekać dwa tygodnie na wizytę u okulisty (aż dopłynęliśmy z powrotem do Włoch), aby mi to coś usunęli. I w najśmielszych snach nie widziałam siebie (zwłaszcza z zaburzoną optyką ;)) mieszkającej na Bliskim Wschodzie.

Once upon a time, I came here onboard a huge ship. I started my journey (boarding the ship) in Great Britain, from where we sailed to Morocco, then to Italy. To get to the Middle East by ship, we headed to the Suez Canal gate. I proudly steered the ship through this narrow water corridor, clutching the wheel in my hands and dutifully following all the pilot’s commands, while the sweat run down my back because of the the heat and stress. We continued our journey to scorching Saudi Arabia, then glided across the warm waters of the Indian Ocean to South Asia, visiting India and ending our journey in Pakistan. This whole sea adventure was enriched with prevention of pirates, who really still exist, although they don’t wear black eye patches and colourful parrots on their arms. For our voyage in the Indian Ocean, the Bosun deployed barbed wire around our 270-meter container ship. Once I even saw a motorboat approaching us, driven by a pirate like from the movie „Captain Phillips”. I escaped from the open deck, spilling a large amount of paint that I used to refresh the glow of the red fire hydrants. It was in the warm waters of the Indian Ocean where I kept watches on the ship’s wing at night. The wind mercilessly tangled my hair, and I stared at the ocean and listened to the strange sounds of the ship working on the waves and the wild wind that sometimes screamed and sometimes whispered in my ear. Many times I had the feeling like someone was singing right behind me. Do you know how the falling stars look like on the ocean? As if the Creator lit matches and then dropped them from space into the water. They race illuminated across the sky, only to die down when they touch the ocean. From this whole adventure in the Middle East and a little further east, I also remember that it was extremely hot, that we were not allowed to go ashore, that something got into my eye in one of the ports and I had to wait two weeks to see the eye-doctor (until we sailed back to Italy) to have this something removed. And in my wildest dreams, I did not see myself (especially with distorted optics ;)) living in the middle of the world.

Witaj „Nowy Świecie”. Za chwilę pojawią się gwiazdy… // Welcome „New World”. In a while, the stars will appear…

Dzisiaj budzi mnie śpiew z pobliskiego meczetu. Jest około piątej rano. Przewracam się na drugi bok. Jest jeszcze ciemno i myślę, że to dobrze, że tuż obok rozbrzmiewa modlitwa. Częstotliwość wokół zmieni się jak po zaśpiewaniu pięknej mantry. Żyjemy w drapaczu chmur, w betonowej dżungli (wybudowanej w sercu pustyni), której ścieżki rozpościerają się pomiędzy koronami wysokich wież. Po kilku godzinach wstaję, idę boso po zimnych płytkach podłogi i kieruję się do kuchni. Parzę kawę i wpatruję się w błękit Zatoki Arabskiej. Jest środek polskiej i katarskiej zimy, a ubieram jedynie bluzę i jeansy na poranny spacer z córeczką (jak się później okaże, taki strój spokojnie wystarczy, aby „przetrwać” katarską zimę). Mijamy znajome nam już twarze – różnorodne piękno całego świata. Na naszym piętrze mieszkają ludzie z Indii i Aruby. W całym budynku znamy obywateli Singapuru, Sri Lanki, Bangladeszu, Francji, Włoch, Szwecji, Filipin, Holandii, Hiszpanii, Afryki… Garstka świata na pustyni.

Today, they song of a prayer wakes me up. It’s around five o’clock in the morning. I turn. It’s still dark, and I think it’s good that people pray nearby. The frequency around will change like after singing a beautiful mantra. We live in a skyscraper, in a concrete jungle (built in the heart of the desert), which paths lead between the crowns of tall towers. After few hours, I get up, I walk barefoot on the cold tile floor and head to the kitchen. I brew coffee and stare at the blue colour of the Arabian Gulf. It’s the middle of the Polish and Qatari winter, and I only wear a sweatshirt and jeans for a morning walk with my daughter (as it turns out later, such an outfit is enough to „survive” the Qatari winter). We pass familiar faces – the diverse beauty of the whole world. People from India and Aruba live on our floor. In our building, we know the citizens of Singapore, Sri Lanka, Bangladesh, France, Italy, Sweden, Philippines, Netherlands, Spain, Africa… A handful of the world in the desert.

Mieszkamy blisko morza, w kulturze, która morzu zawdzięcza bardzo dużo. Od wieków, tutejsi mężczyźni eksplorują okalające Bliski Wschód wody. Byli i są bardzo dobrymi żeglarzami. Już w przeszłości doskonale orientowali się na okalających ich półwysep wodach i bezkresnym oceanie nieba. Ciekawie opisywali świat, który odkryli za znanym horyzontem. Opisali go w księgach, które traktowały o napotkanych tajemniczych ludach, religiach, a nawet truciznach. To tutaj poławiano ogromną ilość pereł w najróżniejszych kolorach. Ich posiadanie prowadziło do bogactwa, choć przypisywano im najróżniejsze inne właściwości – miały leczyć choroby i zapewniać nieśmiertelność. Dzisiaj jest to jedna z najpiękniejszych pamiątek jakie można tu nabyć.

We live close to the sea, in a culture that owes a lot to the sea. For centuries, local men have been exploring the waters surrounding the Middle East. They were and are very good sailors. They were always well orientated in the waters that surrounds their peninsula and in the endless ocean of the sky. They described the world they discovered beyond the known horizon in an very interesting way. They described it in books about mysterious peoples, religions and even poisons. It is here that a huge number of pearls of various colors were caught. Their possession led to wealth, although various other properties were attributed to them – they were supposed to cure diseases and ensure immortality. Today it is one of the most beautiful souvenirs you can buy here.

1., 2., 3. Miłość do morza widać tu na każdym kroku. Kiedyś poławiano tu ryby na drewnianych łodziach, dziś eksploruje się zatokę na pokładach pięknych jachtów. // Love for the sea can be seen everywhere in here. In the past, people used wooden boats for fishing, today, the bay is explored onboard beautiful yachts.

Tej części świata nie można zarzucić nijakości. Pełna jest przeciwieństw, które równoważą z precyzją codzienną rzeczywistość, a to sprawia, że ciężko tu o nudę. Orient uwodzi wszystkim zmysłami. Trudno oderwać wzrok od kolorowych przedmiotów, by po chwili odpocząć wpatrując się w beżowy kolor budynków, zielone parki, lazur morza i złoty piasek pustyni. Uwagę przyciągają też zapachy, które unoszą się w powietrzu budząc ciekawość i wspomnienia. Skosztować można tu kuchni całego świata. Katarczycy uwielbiają słodki smak, który odnaleźć można w karaku – gorącej czarnej herbacie, z dodatkiem cukru, mleka oraz przypraw (zwykle imbir, kardamon, goździki, cynamon) i daktylach. Ludzie ubierają się w przeróżny sposób i już samą ucztą dla oka jest obserwowanie ich strojów na ulicach. Od sukienek, spódniczek, po suknie, szaty, turbany, abaje… W czasach Fify nawet sombrera 😉

This part of the world cannot be accused of being bland. It is full of opposites that balance everyday reality with precision, and this makes it hard to get bored here. Orient seduces with all senses. It’s hard to take your eyes off the colourful objects, to rest after a while staring at the beige colour of the buildings, green parks, the azure of the sea and the golden sand of the desert. Attention is also drawn to the scents that float in the air, awakening curiosity and memories. You can taste cuisines from all parts of the world here. Qataris love the sweet taste that can be found in karak – hot black tea, with the addition of sugar, milk and spices (usually ginger, cardamom, cloves, cinnamon) and dates. People dress in all sorts of ways and it’s a feast for the eye to see them on the streets. From dresses, skirts to robes, turbans, abayas … In times of Fifa, even a sombrero 😉

Poproszę latający! Dywany na Bliskim Wschodzie są przepiękne i naprawdę wydają się być magiczne. Służą do ozdabiania ścian i podłóg, a mniejsze do modlitwy. // The flying one please! The carpets in the Middle East are beautiful and really seem to be magical. They are used to decorate walls and floors, the smaller ones for prayers.
Wszystkie zmysły pracują. // All senses works.
Arabski targ. Mojej mamie na pewno by się spodobał 🙂 // Arabic market. My mum would love it for sure 🙂
To zdecydowanie nie jest szary świat. Nazwy butików nie należą do najkrótszych 😉 // This is definitely not a gray world. The names of the boutiques are not the shortest.
Rękodzieło. Trudno jest się zdecydować 😉 // Handicraft. It’s hard to decide 😉
Pamiątki z Bliskiego Wschodu. Wielbłądy, perły, lampy Alladyna, piraci i zaskakująco Bob Marley 😉 // Souvenirs from the Midlle East. Camels. pearls, Aladdin lamps, pirates and surprisingly Bob Marley 😉
1. i 2. Labirynty dóbr wszelakich. // Labyrinths of goods of all kinds.
1 & 2. Dress code.
Moj ulubiony Mc. // My favourite Mc.
Smakujemy świat. // We taste the world.
1., 2. Zieleni tu nie brakuje. Na rondach sadzi się bratki… // There is no shortage of green here. Pansies are planted on roundabouts...
1., 2., 3. Nawet „wypad” do galerii handlowej może okazać się niezapomnianym doświadczeniem 😉 // Even a „journey” to a shopping mall can turn out to be an unforgettable experience 😉

Ciąg dalszy nastąpi.

To be continued.