Nasz mózg ma taką ciekawą właściwość, że chłonie jak gąbka wszystkie niezbyt przyjemne dla nas wydarzenia, a unicestwia te przyjemne i piękne. System gromadzenia „traumatycznych” danych ma jeden cel – uchronić nas przed niebezpieczeństwami i utrzymać nas przy życiu. Taka automatyczna strategia ma jednak dość poważną wadę – nie pomaga wieść szczęśliwego, pozbawionego lęku życia. Dlatego też, chronicznym smutasom zaleca się skupianie na wszystkich szczęśliwych chwilach, które im się przytrafiają i praktykowanie wdzięczności. „Przepisuje im się” także celebrowanie swoich sukcesów, nawet tych niewielkich. Poprzez praktykę takich zaleceń zaczynamy mieć w życiu więcej powodów do szczęścia, a one zaczynają nam się jakoś „magicznie” częściej przydarzać. Jeśli naprawdę serio potraktujesz zalecenia specjalistów od szczęścia, może okazać się, że zauważasz kawiarnię, która wcześniej była dla Ciebie „niewidzialna”, a którą mijałeś prawie co weekend. Ostatnio chyba coś drgnęło w mojej krzywej szczęścia, ponieważ zapragnęłam rozpocząć świętowanie rodzinnego weekendu w Armani Caffe. Takie zasłużone i eleganckie wypady przypominają mi świętowanie końca sezonu na jachcie, kiedy to całą załogą udawaliśmy się do najpiękniejszej kawiarni w danym porcie i celebrowaliśmy dobrze wykonaną robotę butelką zimnego Prosecco( np. w Monaco), albo najlepszym Bellini (np. na Gibraltarze). U Armaniego natomiast postanowiliśmy zjeść drugie śniadanie, na które zamówiliśmy najlepszą włoską kawę i mistrzowskie Tiramisu. Delektowaliśmy się smakiem i własnym towarzystwem obserwując szczęśliwe Katarki, które opuszczały butiki Cartier, Gucci, Dior, czy Louis Vuitton z licznymi pakunkami w rękach. Przyglądaliśmy się też siedzącym obok nas Katarczykom, których żony właśnie wydawały fortuny, a którzy sączyli espresso z takim spokojem jak gdyby oddawali się właśnie praktyce medytacji. To był bardzo piękny, „minimalistyczny”, a przede wszystkim spokojny początek weekendu. I mimo, że kawa u Armaniego nie należy do najtańszych, to przysięgam Wam, że kawiarnię opuściliśmy zdecydowanie bogatsi – wewnętrznie.

Armani Cafe