
Ramadan to czas surowego, trwającego miesiąc postu, podczas którego muzułmanie nie jedzą i nie piją (nawet wody!) od wschodu do zachodu słońca (więcej o Ramadanie przeczytacie w tym wpisie i w tym wpisie). Tego roku, muzułmański Ramadan zbiegł się z chrześcijańskim Wielkim postem. Świetnie się złożyło, gdyż nie mogłabym wyobrazić sobie lepszej atmosfery do „porządnego” przygotowania się do Wielkanocy. Katarczycy nie tylko poszczą przez miesiąc, ale także ciężko „harują” – porządkując swoje wnętrze i pielęgnując w sobie takie „cnoty” jak cierpliwość, hojność, odpowiedzialność, życzliwość i gościnność – przynajmniej takie wymienia się na ramadanowej edycji czekoladek Kinder. I choć ostatecznie Ramadan przyćmił Święta Wielkanocne w ten sposób, że w sklepach nie można było znaleźć ani jednej porcelanowej figurki kurczaczka lub zajączka, a czekoladowe zające zniknęły z supermarketowych półek z prędkością światła, to i tak jestem „mu” wdzięczna za moje osobiste wielkopostne olśnienia. I choć pojęcie „wdzięczności” stało się dziś porządnie wyświechtane, to wyobraźcie sobie jak można być wdzięcznym za pierwszy łyk wody po zachodzie słońca… Niebywale imponuje mi postawa poszczących muzułmanów. Przyznam Wam się, że w zeszłym roku próbowałam nie jeść i nie pić przez jeden dzień w czasie Ramadanu. Wytrzymałam do godziny 16-tej dochodząc do wniosku „że nie ma to żadnego sensu…”. Ale wiem, że dla wychowanych w islamie ludzi ma to ogromny sens. Wiem też, że nigdy nie wezmę do ust nawet łyczka wody na oczach poszczących muzułmanów, gdyż wiem już jak bardzo można być spragnionym. Jeden z moich ulubionych filozofów Alan Watts twierdził, że nie ma lepszej drogi dla ludzkości niż połączenie nauk wschodu z naukami zachodnimi. Te słowa zawsze miały dla mnie sens, ale teraz, na emigracji, stały się one wręcz moim życiowym mottem. Mieszkając w zupełnie innej kulturze, w państwie, które „wyznaje” zupełnie inną religię, codziennie utwierdzam się w przekonaniu, że to doświadczenie jest najlepszą lekcją mojego życia, a uczy mnie ona tolerancji, otwartości, pokory. „Zrób więcej miejsca na Ramadan”, czytam na jednym z ramadanowych plakatów i zdaję sobie sprawę, że w polskiej kulturze nie ma na to ani sposobu, ani czasu, aby choć raz w roku sumiennie popracować nad sobą. Tutaj, Katarczykom daje się na to cały miesiąc. Co roku, katarski rząd ogłasza skrócone godziny pracy w czasie Ramadanu – w tym roku przez cały post praca odbywa się od godziny 9-tej do 14-tej. Wszystko po to, aby Katarczycy mogli doświadczyć corocznego „katharsis” i zmierzyć się z „wewnętrzną pustką”. Na zakończenie nie mogłabym nie zacytować twórcy taoizmu – Laoziego, który powiedział: „Z gliny lepimy naczynia, lecz dopiero ich puste wnętrze decyduje o ich pożytku”. Rezonujecie?
Pięknej Wielkanocy!

