Valle-de-Mai-Seychelles

Do pewnego prastarego lasu w Nowej Zelandii wchodzi się przez drzwi. Wykonali je i postawili u progu lasu ludzie, aby przypomnieć tym, którzy przychodzą w odwiedziny do Ducha Lasu, że wkraczają oto oni do uświęconej (uszanowanej) przestrzeni – do czyjegoś domu. W te drzwi należy zapukać, a w umieszczoną pod nimi wycieraczkę, wytrzeć porządnie buty, aby oczyścić je z brudu i nasion, które mogłyby zakłócić ten naturalnie kooperujący ekosystem.

Do najsłynniejszego lasu równikowego położonego na Oceanie Indyjskim, na Seszelach – Vallee de Mai nie prowadzi żadna brama, w którą można zakołatać, jednakże rytuał wejścia do jego soczyście zielonych komnat jest równie przejmujący i możliwy tylko z Przewodnikiem. Na wejściu dostajemy konkretne instrukcje – zero hałasu, zakaz śmiecenia, nie wolno nam nic podnosić, a tym bardziej zabierać. Krótko mówiąc, należy zwiedzać jak świątynię i „zagarnąć” tylko niewidzialne – wrażenia duchowe.

Podejrzewam, że wielu turystów, którzy przybywają na Seszele, nie ma zielonego jak Vallee de Mai pojęcia, że oprócz rajskiej plaży, na Seszelach, należy odwiedzić także ten zielony Raj. Bowiem została wysnuta kiedyś taka teoria, że Vallee de Mai to biblijny Eden, a owocem, który zerwała Ewa nie było jabłko, a kokos – Coco de Mer. O tym kokosie opowiem Wam jeszcze w osobnym wpisie. Wspomnę tutaj tylko, że do niedawna naukowcy zachodzili w głowę, próbując wyjaśnić jak do stworzenia takiego kokosu w ogóle dochodzi, podczas, gdy niewzruszeni Seszelczycy uparcie twierdzili, że w czasie sztormów na oceanie, gdy wiatr wieje z ogromną siłą, palmy w Vallee de Mai uprawiają miłość i tworzą Kokosy Morza. Jako ciekawostkę, powiem Wam jeszcze, że to właśnie pieczątkę z Coco de Mer przybija się na Seszelach w paszportach. Tylko na Seszelach, w tak poważnym dokumencie, można umieścić obrazek damskich pośladków 😉 Dodam jeszcze, że Kokos Morza – Coco de Mer występuje tylko i wyłącznie na Seszelach.

Wracając do lasu, jest wiele oczywistych i nieoczywistych powodów by odwiedzić Vallee de Mai. Na przykład po to, by zobaczyć, dotknąć, dźwignąć i objąć ten niezwykły Coco de Mer. Także, by odwiedzić, poczuć, a być może usłyszeć egzotycznego Ducha Lasu. By zobaczyć czarną papugę – jej ujrzenie przynosi szczęście. Także, by poznać sprawcę całego zamieszania związanego z „poczęciem” Coco de Mer, czyli jaszczurkę GEKO. A także po to, by objąć najstarsze w tym lesie drzewo, które ma moc spełniania życzeń i poprosić je o coś dla nas ważnego. A może tak po prostu, by po dniach spędzonych nad oceanem, spaloną słońcem skórę i zmęczone ostrym słońcem oczy zanurzyć w kojącej kąpieli leśnej.