
Moją ulubioną mniejszością narodową zamieszkującą Katar są Katarczycy. Tak, mniejszością, ponieważ stanowią oni około 12 % populacji Kataru. I mimo, że w Katarze można spotkać osoby z całego globu, to Katarczycy wydają mi się najciekawszą nacją godną obserwowania i naśladowania. Swoją drogą, patrząc na Katarczyków mam wrażenie, że oni wszyscy są właścicielami luksusowych jachtów, których charakteryzują specjalne preferencje. W ich życiu nie ma miejsca na bylejakość, ma być albo perfekcyjnie, albo wcale. Poniżej przedstawiam moją subiektywną listę 4 rzeczy, których można się nauczyć od Katarczyków.
1. Dbania o swoje ciało jak o nowe Porsche (prosto z salonu)
Czy właśnie nie tak powinniśmy wszyscy bez wyjątku dbać o swoje ziemskie awatary? Miesięczny karnet do spa to priorytet w życiu każdego Katarczyka, podczas gdy przeciętny Polak nigdy w życiu nie udał się na hammam. Katarczycy to najbardziej zadbani ludzie jakich kiedykolwiek widziałam. Dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Mężczyźni mają pięknie wypielęgnowane twarze i zarosty, mają zadbane dłonie i stopy. Kobiety na swoich zadbanych twarzach (salony kosmetyczne i medycyny estetycznej mają się w Katarze naprawdę dobrze) prezentują przepiękny makijaż. Nie sposób się nimi nie zachwycić. Inspirują mnie swoim szacunkiem do własnego ciała i prezentowaniem prawidłowego podejścia do najważniejszej rzeczy jaką posiadają w życiu.

2. Ubierania swoich najlepszych ciuchów – codziennie
Całkiem serio. Tak naprawdę to Katarczycy codziennie noszą ubrania haute couture, ponieważ ich suknie (męski thobe i kobieca abayha) wykonane są z najlepszych materiałów i szyte na miarę oraz wyszywane są (np. złotymi nićmi) przez reprezentantów wysokiego krawiectwa. Nie wiem czy już za długo nie przebywam w Katarze, ale znowu się powtórzę – Katarczycy to najpiękniej ubrani ludzie na świecie. Ja mam nadal „problem” z tym ich odzieniem, który zwyczajnie mnie onieśmiela. Ale widzę, że chyba nie tylko mnie. Byłam kiedyś świadkiem, jak w Starbucksie, dwie kobiety (expatki) przepuściły Katarczyka w kolejce, aby to on mógł pierwszy zamówić sobie kawę 😉 Przyznaję się, że mi też się to bardzo często zdarza. Ale, tak to już jest, że w interakcji z Katarczykiem, z powodu ich nieskazitelnie czystego, idealnie wyprasowanego, długiego odzienia, ma się wrażenie jakby miało się do czynienia z.. osobą duchowną.

3. Tworzenia czasu i przestrzeni na duchowość
Ile razy dziennie medytujecie lub modlicie się? Przeciętny Katarczyk robi to 3 razy dziennie. Potrzeba zwrócenia się ku sobie i Bogu zapisana jest w jego DNA. W galeriach handlowych, na plaży, w hotelach, parkach, w miejscach pracy wyznaczone są sale do modlitwy. Wyobraźcie to sobie, że w czasie pracy dajecie sobie kwadrans na wstanie od biurka i udanie się do sali medytacyjnej lub modlitewnej. Dla mnie to jest po prostu piękne, że można tak łatwo połączyć tę twardą, codzienną, realną rzeczywistość z czymś duchowym, magicznym i nienamacalnym. Katarczycy są w tym mistrzami świata.

4. Zdolności odpuszczania
Podobno nasze życie składa się w 1/3 z naszych intencji, w 1/3 z naszego przeznaczenia (czyli planu naszej duszy), a w 1/3 z pracy z energią własną i energią przestrzeni w której się znajdujemy. To jest założenie statystycznego, zainteresowanego rozwojem osobistym Europejczyka. Katarczycy wyróżniają jednak tylko dwie składowe – intencje/czyny i Przyzwolenie Boga. Z ich ust kilka razy dziennie usłyszeć można „inshallah”, które w języku arabskim oznacza „Jeśli Bóg pozwoli”. Myślę, że to naprawdę dużo bardziej oszczędne dla naszych ukladów nerwowych podejście. Przynajmniej nie generuje ono tak dużo oporu, który jak wiadomo, jest źródłem wszelkiego cierpienia.

Jakby to powiedział Katarczyk – Do zobaczenia w następnym poście, inshallah!
